38 Komentarzy

Tagi szpilki czółenka buty moda śmierć szpilek

WSJ wieszczy śmierć szpilek

Czuję się współwinna. Szpilki zakładam tylko na imprezy, na co dzień chodzę – w zależności od pory roku – w balerinkach lub botkach na grubszym obcasie. Kupno wygodnych czółenek graniczy jednak z cudem. Problem w tym, że czółenka nie mają być wygodne, a po prostu atrakcyjne. Dla kobiety, która ceni sobie komfort, jest to przeszkoda nie do pokonania.

Usprawiedliwiać może mnie jedynie fakt, że nie jestem jedyna. Koniec ery butów na niebotycznych obcasach ogłosił niedawno „Wall Street Journal”. Z rynku wypierają je Birkenstocki, sandały Teva , buty do biegania, spopularyzowane przez Isabel Marant sneakersy, jazzówki i oczywiście balerinki oraz mokasyny. Szpilki niepotrzebne stały się nawet kobietom, które próbują dodać sobie kilka centymetrów. Od kilku sezonów na wybiegach nie brakuje bowiem butów na platformie i koturnie, które – co tu dużo mówić – są od wysokich obcasów znacznie bardziej stabilne.

Czy Christian Louboutin i Manolo Blahnik mają powody do zmartwień? Zmiany w kobiecych garderobach widać gołym okiem. Jeszcze jakiś czas temu szpilki zakładało się niemal każdego dnia. Później nosiło się je po wyjściu z domu, ale już podczas powrotu – lądowały one na tylnym siedzeniu samochodu lub w torebce, z kolei na nogach pojawiały się balerinki lub mokasyny. Dziś wytrzymanie w czółenkach dłużej niż kilka godzin przerasta możliwości coraz liczniejszej grupy kobiet.

Niektórzy niechęć do szpilek tłumaczą wejściem w epokę równouprawnienia. Choć, głównie przez mężczyzn, postrzegane są one jako najseksowniejsze, kobiety bardziej zaczęły cenić sobie komfort. W rzeczywistości wyjaśnienie obecnego stanu rzeczy jest jeszcze prostsze. Kilka lat temu wysokość szpilek poszybowała w górę. Dawny standard, czyli 7 cm, dziś wydaje się nieporozumieniem, a na miano eleganckich szpilek zdają się zasługiwać tylko te mierzące po 10-12 cm. Zmianie uległ również dress code. Czółenka okazują się być zbędne np. na wernisażach, na które kobiety przychodzą nawet nie w półbutach, a nierzadko po prostu w trampkach.

Choć nie brakuje projektantów, którzy płaskie buty traktują jedynie jako trend, który przeminie, wyparcie przez nie szpilek nie jest takie znowu niemożliwe. Jak zaznacza na łamach „Wall Street Journal” Christina Binkley, moda widziała już podobne przypadki. Status klasycznych uzyskały chociażby kurtki motocyklówki, bikini, dżinsy czy zestawienia t-shirtów z marynarkami. Podobnego zdania jest Stella McCartney, która w modzie na płaskie obuwie widzi przekonanie, że kobiety traktują buty jako odzwierciedlenie tego, kim są, a nie tego, kim starają się być.

Myślicie, że artykuł „Wall Street Journal” trafia w sedno? Jak często chodzicie w szpilkach – wyłącznie na imprezy czy także na co dzień? A może nie nosicie ich wcale?

Zobacz też: Czy modne naprawdę może być wygodne? 
Zobacz też: Jak uczynić chodzenie w szpilkach mniej bolesnym?

Autor: Margaret
gość

gość | | Zgłoś

Gdy czasami czytam komentarze dochodzę do wniosku, że rośnie sekta "seksownych i kobiecych" dziewczyn, dla których szpilki są synonimem kobiecości i nic tego nie zmieni. Jestem z pokolenia dorastającego w czasach rozkwitu rocka i punka w Polsce. Dla mnie szczytem marzeń były glany;). Do dzisiaj uważam, że kobiety dobrze w takich butach wyglądają. Szpilki są dla innych ja wolę koturny i inne bardziej stabilne obcasy.

nika87

nika87 | | Zgłoś

A ja myślę, że szpilki nigdy nie wyjdą z mody. Może modelki z nogami jak szczudły mogą sobie chodzi w jazzówkach i nadal wyglądać seksownie, ale przeciętna śmiertelniczka nigdy nie odmówi sobie tego, jak wyglądają jej nogi w obcasach. No i ten charakterystyczny, szpilkowy chód :)

gość

gość | | Zgłoś

nie nosze szpilek tortura

anoulka

anoulka | | Zgłoś

Jeśli już uda mi się znaleźć wygodne szpilki to chodzę w nich do zdarcia. Nie na codzień ale na wesela, randki, imrezy. Cieżko jednak dorwać taką perełkę.
Niestety oferta sklepów zwykle zniechęca do kupna - buty z plastiku, klapią na pięcie, obcas się chwieje...

gość

gość | | Zgłoś

autor: anoulka
Jeśli już uda mi się znaleźć wygodne szpilki to chodzę w nich do zdarcia. Nie na codzień ale na wesela, randki, imrezy. Cieżko jednak dorwać taką perełkę.
Niestety oferta sklepów zwykle zniechęca do kupna - buty z plastiku, klapią na pięcie, obcas się chwieje...
Nie jest tak zle. Ja jestem butoholiczka. Mam z 4o par szpilek. Tanich od 15.99 (wczesniej 129) do max 259 (skorzane kozaki nie do zdarcia) i daja rade. Obcasy stabilne, buty wygodne. A klapanie na piecie powatrzymuje zapietkiem. Musze, bo mam stope jedna mniejsza.

gość

gość | | Zgłoś

autor: gość
Gdy czasami czytam komentarze dochodzę do wniosku, że rośnie sekta "seksownych i kobiecych" dziewczyn, dla których szpilki są synonimem kobiecości i nic tego nie zmieni. Jestem z pokolenia dorastającego w czasach rozkwitu rocka i punka w Polsce. Dla mnie szczytem marzeń były glany;). Do dzisiaj uważam, że kobiety dobrze w takich butach wyglądają. Szpilki są dla innych ja wolę koturny i inne bardziej stabilne obcasy.

Bo glany to klasa:)

Mnie dobija to, ze "elegancja" i "bycie sexy" postrzegane jest przez pryzmat szpilek, obcislych sukienek. Najczesciej kobiety wybieraja modele z plastiku, dosyc wulgarne, tanio wygladajace. I jesli umieja w nich chodzic - ok, niestety wiecej niz polowa manewrujaca po chodnikach wyglada pokracznie.

Elegancja i sexapeel to nie ubranie, makijaz i dodatki. To siedzi w kobiecie, nawet jesli bedzie w dresie - zachowa klase i elegancje. Tym wlasnie rozni sie ubieranie od przebierania.

gość

gość | | Zgłoś

Chodzenie w szpilkach to osobny temat. Ja umiem w nich smigac, prostuje plecy i kolana, ale jak przyjdzie mi isc po kocich lbach czy chodniku w stylu do druga płyta wystąp to nie ma bata, wyglądam jak po 3 głębszych.

gość

gość | | Zgłoś

autor: gość
Chodzenie w szpilkach to osobny temat. Ja umiem w nich smigac, prostuje plecy i kolana, ale jak przyjdzie mi isc po kocich lbach czy chodniku w stylu do druga płyta wystąp to nie ma bata, wyglądam jak po 3 głębszych.

Tak, tu masz racje, ze po kocich lbach sie nie da. Ale ja mowie o normalnym chodniku. Prostym i rownym.
Mam obok szkole srednia i kilka razy w roku cyrk. Niewiele badz co badz - mlodych kobiet - wyglada dobrze. Raczej przypominaja mlode źrebieta, ktore ucza sie chodzic.
I niestety na ulicach tez sie to zdarza.
To juz lepiej ubrac baletki, albo szpilke/slupek 4-5 cm.

gość

gość | | Zgłoś

jako iż dużo biegam po mieście, nie wyobrażam sobie założenia szpilek inaczej niż od święta. miasto nie jest przystosowane, do poruszania się w szpilkach. moja praca, a pewnie i większości, też nie.
szpilki po prostu stały się niefunkcjonalne przy obecnym trybie życia (szybszym i intensywniejszym niż kiedyś)

gość

gość | | Zgłoś

autor: gość
jako iż dużo biegam po mieście, nie wyobrażam sobie założenia szpilek inaczej niż od święta. miasto nie jest przystosowane, do poruszania się w szpilkach. moja praca, a pewnie i większości, też nie.
szpilki po prostu stały się niefunkcjonalne przy obecnym trybie życia (szybszym i intensywniejszym niż kiedyś)
Dokladnie

kesiek

kesiek | | Zgłoś

nieeeeeeee!!!!

Bankier

Bankier | | Zgłoś

autor: gość
jako iż dużo biegam po mieście, nie wyobrażam sobie założenia szpilek inaczej niż od święta. miasto nie jest przystosowane, do poruszania się w szpilkach. moja praca, a pewnie i większości, też nie.
szpilki po prostu stały się niefunkcjonalne przy obecnym trybie życia (szybszym i intensywniejszym niż kiedyś)
Pracuje w banku - noszę balerinki - jak wszystkie moje współpracownice. Szkoda nóg :-)

carrera

carrera | | Zgłoś

A ja uwielbiam szpilki na nogach...ale jak siedzę;-). Niestety, nie mogę chodzić w butach na obcasach, i bardzo żałuję:-(

martynawielewska

martynawielewska | | Zgłoś

A ja się zgadzam z artykułem. Sama noszę szpilki tylko na tak zwane "wejście smoka" na imprezach. Później przebieram buty na te z koturnem bo są po prostu wygodniejsze. Często stosuję też trik długiej do ziemi sukni- wtedy zakładam buty które są najwygodniejsze i bynajmniej ich nie widać :)

gość

gość | | Zgłoś

autor: martynawielewska
A ja się zgadzam z artykułem. Sama noszę szpilki tylko na tak zwane "wejście smoka" na imprezach. Później przebieram buty na te z koturnem bo są po prostu wygodniejsze. Często stosuję też trik długiej do ziemi sukni- wtedy zakładam buty które są najwygodniejsze i bynajmniej ich nie widać :)
Taaa, bynajmniej.

gość

gość | | Zgłoś

Bardzo lubię buty na wysokich obcasach. Sylwetka staje się smuklejsza, lżejsza a zwykły ciuch nabiera elegancji.
Szkoda tylko że mało jest butów na obcasie 5-6cm który jest znacznie wygodniejszy niż 10cm(zwłaszcza na nodze w rozmiarze 35-36)

gość

gość | | Zgłoś

żalll!! szpilki sa dla pewnej specyficznej grupy kobiet 'kiełbie we łbie'

gość

gość | | Zgłoś

Mam rozmiar nogi 36 więc chodzenie w szpilkach 12 cm jest dla mnie mordęgą. Mam kilka par. Każda założona max 1 raz. Jeśli w ogóle zakładam jakąś formę obcasa to nie wyższe niż 6 cm. Generalnie to 90% życia spędzam w balerinkach, mokasynach itp! Grunt to wygoda!!!

gość

gość | | Zgłoś

Najlepiej pracować tam gdzie nie widzą jak jesz, na przykład teraz poważne firmy zachodnie rekrutują na stanowiska do pracy zdalnej, czyli z domu, konsultantów z wielu krajów, w tym z Polski. Wystarczy wpisać w wyszukiwarce frazę 'online jobs info' i znaleźć propozycję odpowiednią dla siebie. Mało osób o tym wie, ja korzystam już od ponad roku, spokojna praca w domku i bez szefa nad głową, a zarobki na poziomie średniej krajowej za pół etatu, bez żadnych opłat ani inwestycji.

Tara12

Tara12 | | Zgłoś

wcale!!!


X
Drodzy Czytelnicy,
Połączyliśmy nasze siły z serwisem WP Kobieta
i od dziś nasze treści będziecie mogli przeczytać na tym właśnie serwisie.

Dziękujemy, że jesteście z nami!
Redakcja